Pozwoliłam sobie

i wyrwałam się dziś na wiosenną wyprawę z ulubioną Sis. Przemarsz po sklepach i lunch w ulubionej knajpce dobrze nam zrobił. Osiągnęłam błogostan, w którym dawno już nie byłam. Miło tak wyrwać się, odrealnić swój byt i nie myśleć o sprawach bardzo codziennych. W pewnym małym sklepiku stanęłyśmy przed wyborem strasznym. Poprosiłam o pomoc w zakupie guzików do mojego swetrzyska. To było straszne i trwało tyle ile wybór koloru samochodu, ale dałyśmy radę i są trzy piękne zielone guziki. Oczywiście nie potrafię zrobić tak zdjęcia, żeby oddać prawdziwe kolory, no ale może kiedyś się nauczę.

DSC_5682

Szkoda, że to tak krótko trwało, bo powrót do rzeczywistości był przykry, a potem było już tylko gorzej, a teraz jest do bani. No cóż wiosenny nastrój jak banka mydlana. Pyk i już go nie ma, ale podobno zaraz można zrobić nową bańkę, ale ja jej dziś już nie potrafię zrobić. No dobra dość smęcenia, przejdźmy do konkretów.

DSC_5681

Swetrzycho – płaszczycho rośnie aż miło. Mam nadzieję, że mi włóczki wystarczy bo idzie jak woda.

Mimo wszystko pozdrawiam ciepło i życzę miłego weekendu.

 

Aaaaaaaa zapomniałabym :) odpowiedź na pytanie o różową kokardkę brzmi: Różowego fisia ma moja starsza córka Maja, a ja mam nieustającą nadzieję, że poziom ulubienia tego koloru wkrótce się zmniejszy i dojdzie do poziomu tolerującego też inne kolory.

Komentarze