W sumie do tego wpisu zbierałam się dwa tygodnie. Po pierwszych dwóch wesołych tygodniach listopada nastały dwa smutne.

15 listopada samochód potrącił moją ukochaną “ciocię Bysię”. Niestety sprawca nawet się nie zatrzymał a ciocia zmarła zostawiając troje dzieci. Dorosłych dzieci, bardzo bliskich mi osób. Na pogrzeb jechaliśmy aż na Śląsk. Okropna jest świadomość, że ktoś kto zabił tą ukochaną przez nas kobietę chodzi bezkarnie po tym świecie. Zastanawiam się co czuje, czy w ogóle coś czuje?

Generalnie miałam te wszystkie przemyślenia zachować tylko dla siebie ale wydarzenia dzisiejszego dnia rozwaliły mnie na łopatki totalnie. Po obiedzie pojechaliśmy spędzić miło czas z rodzinką na Wrocławskim Rynku. Miało być wesoło, pachnąco, migocząco, świecąco, jednak początek tej wyprawy przyprawił mnie o mały szok. Zawsze podczas imprez, które odbywają sie w centrum, jest kłopot z parkowaniem w samiusim centrum. Licząc na cud wjechaliśmy w uliczkę bardzo blisko Rynku. Nasze przewidywania okazały się trafne i nie było tam miejsca do zaparkowania. Cyk wsteczny i jedziemy. Niestety zostało nam to skutecznie utrudnione. Auto za nami niestety musiało się wycofać do samego początku uliczki żebyśmy my mogli wyjechać. Jednak facet uparcie nie chciał tego zrobić. Najpierw mój małż i ten facio otworzyli szyby, padło parę niewybrednych słów z każdej strony. nagle facet wysiadł ze swojego auta i podszedł do naszego samochodu i zaczął krzyczeć na Piotra, po chwili rzucił się do bicia. Piotr podniósł szybę i dobrze, że mieliśmy zablokowane drzwi to nic chłop nie mógł nam zrobić. Pieklił sie strasznie a w między czasie z samochodu zaparkowanego na chodniku wysiadł ochroniarz z jakiejś tam firmy. Pieklący sie facet całą swoją złość przelał na tego ochroniarza, który tylko zwrócił mu uwagę, żeby przestał się wydzierać i wycofał auto żeby wszyscy mogli się rozjechać. Facet był tak pobudzony, że rzucił sie na ochroniarza, bił go po głowie, kopal jego auto. No wariat totalny. w pewnym momencie – nie wiem jak i skąd – w rękach tego wariata pojawiła się broń. No kurcze prawdziwy pistolet. Tak mnie zatkało, że nie wiedziałam co mam zrobić. Maja zaczęła płakać, że się boi Ewa chciał kłaść się na podłodze auta. Siedzieliśmy jak zaczarowani i obserwowaliśmy jak facet dwa metry od nas wymachuje bronią. Powiem tak. Chyba nigdy się tak nie bałam. Niedobrze mi się zrobiło ze strachu. Trwało to w sumie chwilkę po czym wariat oddał pistolet ochroniarzowi kopiąc jego auto i coś wrzeszcząc. Na to wszystko pojawił się trzeci mężczyzna. Mieliśmy zamknięte szyby to nie słyszeliśmy co mówi, ale wariat wsiadł do auta i zaczął się cofać. Otworzyliśmy okno i z rozmowy pomiędzy tym trzecim a ochroniarzem wywnioskowaliśmy, że to chyba był policjant. Już nie chciałam nic więcej słuchać, wiedzieć i czekać na rozwój akcji. Zabraliśmy się i pojechaliśmy zaparkować na dachu galerii. Idąc na jarmark cała nasza czwórka milczała. Dłuższą chwilę musiało to potrwać zanim się otworzyliśmy na otaczający świat i atrakcje w około.

No i tak człowiek nie wie co go czeka każdego dnia. Ciocia wyszła po bułki i 30m od swojego domu jakiś wariat pozbawił ją życia. Ja nie chcę myśleć co by się mogło dziś stać gdyby ten wariat zaczął strzelać z tej broni.

Dziś zdjęć nie będzie, bo są na fejsie. Nasze sweetfocie rodzinne z promiennym uśmiechem jak już znów potrafiliśmy się uśmiechać. Obiecuję w najbliższym czasie wpis bardziej włóczkowo robótkowy. Dużo robię, ale światło jesienne jest tak beznadziejne, że niczego nie mam pofotografowane.

Wygadałam się – chyba trochę mi lepiej, może jeszcze lampka wina lub grzane piwko skutecznie wymaże to zajście z mojej głowy.

Komentarze

  1. Przykra sprawa ,współczuję
    że ten świat jest pełen takich idiotów ,to woła o pomstę do nieba .

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie wiem co się dzieje z tym światem - masakra jakaś. Też mnie spotkała taka strata, kuzyn wyjechał na chwilę do dziewczyny i już nie wrócił bo jakiś palant go potrącił i zostawił bez pomocy. Okazał się nim jakiś adwokacina, który natychmiast załatwil sobie żółte papiery i tyle...po jakimś czasie okazało się, że te papiery podrobione ale rodzina nie zgodziła się na ekshumację i rozdrapywanie i tak ogromnych ran. Jedyne pocieszenie, że kuzyn oddając swoje narządy uratował parę istnień - ale to i tak małe pocieszenie...
    Dobrze, że Wam się nic nie stało i na strachu się skończyło

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierniczę.
    Tak mi się przypomniało... widziałaś to?
    http://www.youtube.com/watch?v=XUkJFs04BLQ&feature=c4-overview-vl&list=PL1cAturoTLPOQdA9swQSNE7SWTyucPP5K
    szkoda słów...liczba wariatów i hejterów na świecie jest przerażająca...

    Jeśli chodzi o ciocię, to jeszcze raz moje kondolencje :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko! aż mi łzy w oczach stanęły i też mi się zrobiło jakoś tak nie bardzo. Współczuję przeżyć. Niestety wariatów na świecie nie brakuje :( dobrze, że nic wam się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mi ciarki przeszły na ciele po tym, co przeczytałam. Współczuję Wam ogromnie straty ukochanej cioci. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuję...spotkanie z takim wariatem ,brr.., ludzie są nieprzewidywalni i nieobliczalni . W takiej sytuacji najlepiej zachować umiarkowany spokój, chociaż też byłabym przerażona .Jakiś czas temu byłam świadkiem podobnej sytuacji na drodze tylko facet zamiast broni wyciągnął z bagażnika piłę elektryczną - taką na łańcuch- odpalił i ruszył w kierunku szyby kierowcy.Też miałam serce w "gardle " , na szczęście po chwili bluźnierstw opamiętał się i odjechał.Jak opowiadam to znajomym nikt mi nie chce uwierzyć że ludzie mogą się tak zachowywać.
    To wydarzenie pewnie zostanie Wam w pamięci na bardzo długo.....
    Z drugiej strony trzeba mieć wiarę że takich wariatów jest mało i obyście już nigdy więcej na takiego nie trafili:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Współczuję...spotkanie z takim wariatem ,brr.., ludzie są nieprzewidywalni i nieobliczalni . W takiej sytuacji najlepiej zachować umiarkowany spokój, chociaż też byłabym przerażona .Jakiś czas temu byłam świadkiem podobnej sytuacji na drodze tylko facet zamiast broni wyciągnął z bagażnika piłę elektryczną - taką na łańcuch- odpalił i ruszył w kierunku szyby kierowcy.Też miałam serce w "gardle " , na szczęście po chwili bluźnierstw opamiętał się i odjechał.Jak opowiadam to znajomym nikt mi nie chce uwierzyć że ludzie mogą się tak zachowywać.
    To wydarzenie pewnie zostanie Wam w pamięci na bardzo długo.....
    Z drugiej strony trzeba mieć wiarę że takich wariatów jest mało i obyście już nigdy więcej na takiego nie trafili:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znałam osobiście co najmniej kilka osób, które straciły życie potrącone przez samochód, i wiem jakie to było ogromne cierpienie dla tych rodzin. Dlatego bardzo Wam Wszystkim współczuję. Siedem lat temu mój syn jadąc rowerem o mały włos tak nie skończył. Na szczęście wylądował na miękkiej trawie w rowie, tylko potłuczony. Wariatów na drogach nie przestrzegających przepisów jest mnóstwo.
    A co do szaleńca z bronią ...normalnie brak słów.....,to musiało być traumatyczne przeżycie.
    Gorąco pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  9. o masakra, nawet nie wiem co napisac

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję bardzo za pozostawiony komentarz. :*
Przepraszam z włączenie weryfikacji obrazkowej ale od pewneczo czasu bardzo nękają mnie spamerzy. Wybaczcie